KATEGORIA: #2000

#2000 – kosmiczny kurzyk

Planeta Ziemia ma 4,5 mld lat, a homo sapiens pojawił się na niej 300-400 tyś. lat temu, więc jesteśmy tu od niedawna. Nasz wszechświat ma 2 biliony (!) galaktyk, więc cóż, ludzkość jest czymś mniejszym niż kosmiczny kurzyk. Mam prawie 40 lat, co w tej wielkiej czasoprzestrzeni jest zaledwie jednym uderzeniem serca. Wszystko, co mnie otacza: jest ode mnie trwalsze i starsze: piasek i kamienie pod stopami, drzewa za oknem, koryto rzeki, którą widzę z okna. Średnia długość życia kobiety w Polsce wynosi ok 80 lat, więc zostało mi statystycznie około 40. Kilku moich rówieśników już odeszło, a my zapominamy, że to przywilej dożyć średniego i starczego wieku. Większość starszych ludzi, których znam (rodzice, sąsiedzi) - prawdopodobnie odejdą w ciągu najbliższych 20-30 lat. Znikną politycy,...

czytaj dalej

#2000 – o jeden obraz za dużo

Parę dni temu odbył się pogrzeb Kim Jung Gi'na - niezwykłego artysty. Był legendą i jednym z największych rysowników naszych czasów. We wrześniu tego roku odwiedził Polskę. O nasz kraj zahaczył podczas swojego tournée po Europie. Wracając do swojego domu w USA - zasłabł na lotnisku. Odszedł na zawał serca. Był starszy ode mnie tylko 10 lat. Gdy przechodziłam moją wielomiesięczną izolację w szpitalach: przeżywałam żałobę za przegapionymi porami roku. Niektórzy pisali: ale przecież jeszcze będą następne! A ja tymczasem noszę w sobie pytanie: a skąd mam wiedzieć na pewno, że zobaczę jeszcze te wiosny i jesienie? Spotkałam się kiedyś z taką myślą, że czasami naszej karierze kolejna przeczytana książka i setny namalowany obraz nie zrobi już drastycznej różnicy - a zrobi ją trening, zdrowy...

czytaj dalej

#2000 – gdybym jutro …

Gdybym jutro umarła - myślałabym o mojej rodzinie, którą odważyłam się mieć: o moim mężu i najwspanialszym ślubie świata. Myślałabym o synku - gdy się urodził powiedziałam do męża: "jest doskonały”. Myślałabym o tym, jak żyłam. Szłam własną, niezależną ścieżką, choć bałam się bez sensu przez wiele lat. Chciałam być artystką jeszcze w przedszkolu i jestem 🙂 Ja - ARTYSTKA. To moja tożsamość, którą w sobie zbudowałam, która mnie tak cieszy, ekscytuje. Fotografowałam. Od zawsze chciałam robić zdjęcia. Robiłam. Fotografowałam najlepsze modelki, ubrania od wspaniałych projektantów, oglądałam swoje zdjęcia w magazynach, pracowałam ze wspaniałymi zespołami, byłam głęboko spełniona. Na ulicach widziałam ludzi, którzy noszą ubrania z moimi wzorami. Robiłam swoje kolekcje, projektowałam suknie...

czytaj dalej

#2000 – uratować godzinę

Artystko, co dziś chciałabym Ci powiedzieć? Tak, już wiesz, że jesteś artystką, twórczynią - że to element Twojej tożsamości. Już masz w sobie odwagę: na pokazywanie swoich prac w sieci, może nawet na swój twórczy biznes. I co? I wtedy wydarza się ŻYCIE. Jesteś w ciąży. W połogu. Albo masz już duże dzieci, czyli dzieje się naprawdę dużo: szczepienia, choroby, szkoła. Dysleksja? trzeba z dzieckiem ćwiczyć codziennie! I jeszcze dobry obiad dla rodziny. Bałagan. Jesteś chora. Musisz mieć dietę, rehabilitację, leki. Dokucza Ci tarczyca lub trzeba ogarnąć nadwagę. Covid. U Ciebie albo u chłopaka. Babci. Powikłania? Mgła mózgowa? A może jesteś zdrowa, ale pomagasz chorym rodzicom. Jesteś zdrowa, ale wykończa Cię aparat na zęby, ta paskudna alergia! W tle remont. Skręcanie szafy. I przegląd...

czytaj dalej
#2000 – Daniu, żegnaj!

#2000 – Daniu, żegnaj!

2 stycznia 2022 roku w wieku 90 lat zmarła artystka: Danuta Muszyńska-Zamorska, pseudonim Dania. Pierwszy obraz olejny namalowałam w wieku 8 lat. To była kopia: “Dziewczynka z kotkiem” jej autorstwa. Wyszedł tak dobrze, że rodzina uważała, że sama tego nie namalowałam. Tymczasem Danuta to była moja pierwsza inspiracja. Była sławna w Polsce. Jej prace wisiały w szkole, w gabinetach lekarskich, w gabinecie pielęgniarskim mojej mamy. Widziałam o niej program telewizyjny. Mieliśmy w domu kartki z reprodukcjami jej obrazków, wszyscy mieli. Była dla mnie wtedy artystką - ODTRUTKĄ na to, co jako mała dziewczynka pragnąca malować - słyszałam o artystach. O tym, że artyści to chorzy umysłowo ludzie, którzy obcinają sobie ucho. O tym, że artyści malują całe życie, ale nikt nie zna ich prac,...

czytaj dalej
#2000 – jeden dzień z życia artmamy

#2000 – jeden dzień z życia artmamy

Budzę się z uśmiechem, bo dziś jest “dzień malowania” - synek idzie do dziadków na całe popołudnie. Zanim synek wstaje, gromadzę sobie listy spraw, które muszę jeszcze zrobić. Piszę stronę tekstów na moje social media, patrząc jak za oknem budzi się świat. Synek juz biega, ale wcześniej jest poranna seria przytulania, głaskania i opowiadania historii. NIe chce się ubierać, myć, chce się bawić klockami! Robię 3 śniadania, obieram owoce. Mały rysuje przy kuchennym stole choinkę, czekając aż skończę robić owsiankę. Sprzątanie kuchni, ścielenie łóżka. Czytanie o Puciu, który uczy się robić siusiu i o tym, jak poszedł na plac budowy. Słuchanie muzyki. Budowanie parkingu. Zabawa koparką. Wstawianie prania. Zbieramy się do wyjścia, ale jest bunt na dresik. I bez butów! W końcu się udaje włożyć...

czytaj dalej
#2000- bez skrzydeł i korzeni

#2000- bez skrzydeł i korzeni

„Są dwie trwałe rzeczy, które możemy dać w spadku naszym dzieciom: pierwsza to korzenie, druga – to skrzydła” - W. Hodding Carter. Korzenie. Dopiero, gdy zaprojektowałam pierwsze wzory na tekstylia  i wydrukowałem pierwsze materiały z moimi wzorami - przypomniałam sobie mgliste opowieści o dziadku, który miał sklep z tkaninami. Ten sam dziadek pracował jako fotograf w czasach, gdy aparaty miały jeszcze mieszki. O tym, żeby być fotografem marzyłam już 10 lat przed tym jak wymieniłam obraz za pierwszy (analogowy) aparat. Moja babcia uwielbiała szyć ubrania i była w tym świetna. Co prawda nie umiem szyć, ale uwielbiam modę i ostatnią dekadę pracowałam właśnie jako fotograf, specjalizowałam się w szeroko pojętej branży fashion. Moja druga babcia malowała do polskiej Cepelii. Sama odkryłam w...

czytaj dalej
#2000 – o głuchoniemym pastuszku, który miał wystawy na całym świecie

#2000 – o głuchoniemym pastuszku, który miał wystawy na całym świecie

Mniej więcej w połowie zeszłego wieku, w Paszynie, w małej wiosce niedaleko Nowego Sącza, pewien niepełnosprawny, głuchoniemy pastuszek Wojciech strugał nieporadne figury w drewnie. Pokazał je księdzu ze swojej parafii - ks. Edwardowi Nitce. Ksiądz bardzo pochwalił dzieła i zachęcał go do dalszej pracy. W książce, którą czytałam o tej historii, opisano to tak: “Prawdopodobnie ten człowiek pierwszy raz usłyszał pochwałę”. Wkrótce na plebanię Wojtek przynosił kolejne i kolejne rzeźby. Cała wieś się śmiała z jego prac, a gosposia na plebani nawet raz napaliła nimi w piecu. Wojtek jednak się zupełnie nie poddawał, namiętnie strugał, rozwijał się, wciąż był chwalony przez księdza, który zbierał jego rzeźby. O Wojtku i jego pracach w końcu powstał film dokumentalny, zyskał on międzynarodową...

czytaj dalej
#2000 – o artystce z malutkiej wsi, która otrzymała dwa medale zasługi dla Polski

#2000 – o artystce z malutkiej wsi, która otrzymała dwa medale zasługi dla Polski

W 1903 , w rodzinie zalipiańskiej malarki i stolarza - urodziła się Felicja. Dziewczynka wychowywała się wśród  sztuki ludowej, więc nikogo nie zdziwiło, że gdy miała 10 lat zrobiła pierwsze malowidło na suficie swojej chaty. Ponoć miała wielki talent i wielki zapał. Tak zaczęła się jej wielka przygoda z malowaniem, która trwała do końca jej życia. Malowała, haftowała, ozdabiała ściany, piece, meble i zaczęła zarażać swoją pasją inne kobiety. Nigdy nie miała kompleksu “małej wsi” - była bardzo dumna z miejsca, w którym żyła. Pomyślała, że chciałaby, aby wszyscy zobaczyli, jak piękne wzory maluje ona i inne twórczynie. Pierwsza we wsi wymyśliła, żeby malować już nie tylko izby i meble: ale także elewacje domów i wszystko, co jest wokół chat. Za jej pomysłem poszły dziesiątki malarek...

czytaj dalej
#2000 O czasie, który się skończył.

#2000 O czasie, który się skończył.

Oglądałam kiedyś niekomercyjny film z Gwyneth Paltrow pt: Dowód. Genialna matematyczka snuła się po domu, sprzątała, gotowała, przejawiała stany depresyjne. Bacznie obserwował ją jej tata - genialny matematyk. “Ile dni nie pracowałaś, ile?” - krzyczał na nią w pewnej przejmującej scenie, chcąc wyrwać ją z dołka, zmusić do powrotu do pracy naukowej. Oboje wiedzieli, że NIE UDA się jej rzucić matematyki, jak planowała. Ona na początku unikała odpowiedzi. W końcu podała BARDZO dokładną liczbę godzin, w których nie oddawała się nauce. Liczyła każdą straconą godzinę. Ile dni nie pracowałaś, ile? Ile dni nie tworzyłaś? Przez większość mojego życia nie było nikogo, kto by o to zapytał, kogo by to obchodziło. Ale ja zawsze pytałam o to ostro siebie samą: Ile? ILE? Nade mną wisi wielki zegar i...

czytaj dalej